Welcome! Anonymous

Jak interpretujesz tekst "Jolka, jolka pamiętasz"

Adam Sikorski - Jest taki samotny dom, Andrzej Mogielnicki - Błękitna Arka, Tomek Zeliszewski - To jest mgnienie. Warto dyskutować...

Jak interpretujesz tekst "Jolka, jolka pamiętasz"

Postautor: Lechoo » 12 cze 2003, 16:31

Jak interpretujesz tekst "Jolka, jolka pamiętasz" ?
Awatar użytkownika
Lechoo
Czasem tu pisuje
Czasem tu pisuje
 
Posty: 54
Rejestracja: 12 sty 2003, 20:38
Lokalizacja: Częstochowa

Postautor: Daniel » 12 cze 2003, 23:49

A ty jak interpretujesz :?: A może czekasz, aż ktoś napisze i potem go splagiatujesz :?: :twisted:
Pozdrawiam
Daniel

==================================
Internetowa księgarnia muzyczna | www.muzyczna24.pl | Najtańsze książki na rynku | Zakupy bez zakładania konta | Płatności kartą i e-przelewem
Awatar użytkownika
Daniel
Ojciec Dyktator
Ojciec Dyktator
 
Posty: 628
Rejestracja: 29 paź 2002, 13:16
Lokalizacja: Gdańsk

Postautor: pablosan » 13 cze 2003, 20:21

Witam. Mozna interpretowac roznie: np. ja interpretuje: " maz twoj wielbil porzadek i pelne szklo"-jako lubił łyknąć i to grubo, natomiast interpretacja mojego kumpla tej frazy mnie powala: maz lubił po prostu kryształy!!!!!! i ten spór miedzy nami trwa od wielu wielu lat-heheheh

pozdrowienia
"... a po nocy przychodzi dzien,
a po burzy spokoj..."
pablosan
Często się wypowiada
Często się wypowiada
 
Posty: 113
Rejestracja: 06 kwie 2003, 09:44
Lokalizacja: Gdynia/Gdańsk

Postautor: Lechoo » 17 cze 2003, 10:17

Jolka, Jolka,
pamiętasz lato ze snu,
gdy pisałaś: "tak mi źle
Urwij się choćby zaraz,
coś ze mną zrób,
nie zostawiaj tu samej, o nie"

Wspomnienie czasu, gdy po rozstaniu, ktoś zostaje sam i po pewnym czasie decyduje się napisać list z prośbą o pojednanie .

Żebrząc wciąż o benzynę,
gnałem przez noc,
silnik rzęził ostatkiem sił,
aby być znowu w Tobie,
śmiać się i kląć,
wszystko było tak proste w te dni.

Nie czekając ani chwili On wszystkimi siłami pragnie zobaczyć się z Nią, by wszystko było jak dawniej i by już dłużej nie martwić się o nic.

Dziecko spało za ścianą,
czujne jak ptak,
niechaj Bóg wyprostuje mu sny!
Powiedziałaś, że nigdy, że nigdy aż tak
słodkie były, jak krew Twoje łzy

Dziecko pomne minionego czasu wciąż nie może spać spokojnie. Ona twierdzi, że nigdy nie przeżyła jeszcze takich chwil wzruszenia jak wtedy.

Plażą szły zakonnice, a słońce w dół,
wciąż spadało nie mogąc spaść,
mąż tam w świecie za funtem, odkładał funt,
na Toyotę przepiękną, aż strach.

Ona została sama podczas gdy jej mąż gonił w świecie za pieniędzmi.

Mąż Twój wielbił porządek i pełne szkło,
narzeczoną miał kiedyś, jak sen,
z autobusem Arabów zdradziła go,
nigdy nie był już sobą, o nie

Mąż Jej chciał by wszystko było po jego myśli („porządek”) od czasu gdy zdradziła go jego narzeczona nigdy nie był już tym samym człowiekiem, a swe problemy lubił „topić” w alkoholu.

W wielkiej żyliśmy wannie i rzadko tak,
wypełzaliśmy na suchy ląd,
czarodziejka gorzałka tańczyła w nas,
meta była o dwa kroki stąd.

Wyjechać z Polski mogli wyjechać tylko nieliczni, jedyną rozrywką tych którzy pozostali tu był alkohol i „spotkania” z przyjaciółmi.

Nie wiem ciągle dlaczego zaczęło się tak,
czemu zgasło też nie wie nikt,
są wciąż różne koło mnie, nie budzę się sam,
ale nic nie jest proste w te dni

Miłość zaczyna się i nawet nie zauważymy kiedy się skończy i mimo że pojawiają się nowe – „różne” – to nic już nie będzie takie jak kiedyś

Emigrowałem z objęć Twych nad ranem,
dzień mnie wyganiał, nocą znów wracałem,
dane nam było, słońca zaćmienie,
następne będzie, może za sto lat.


Rano wracać musiałem do swych zajęć, by wieczorem wrócić do Ciebie.
***
Może ktoś Was wie czym jest „zaćmienie słońca” w „Jolce” ?
Pojawia się ono w refrenie jak i w 4 zwrotce ....
Awatar użytkownika
Lechoo
Czasem tu pisuje
Czasem tu pisuje
 
Posty: 54
Rejestracja: 12 sty 2003, 20:38
Lokalizacja: Częstochowa

Postautor: Dejwidek » 19 cze 2003, 22:37

Wydaje mi się ( ale to tylko moje przypuszczenie ), .że to "zaćmeinie słońca" to jakaś szansa dla tych "dwojga" ( mieli ją, ale nie wykorzystali do tego by być szczęśliwym ). "Zaćmienie słońca" - przedłużenie nocy... nasz bohater nie musiałby opuszczać swej ukochanej gdyby takowe zaćmienie było... Hehehe.. no to na tyle mojego wywodu... Aż się wzruszyłem.. Ale ze mnie romantyk :D
Dejwidek
Czasem tu pisuje
Czasem tu pisuje
 
Posty: 70
Rejestracja: 07 lis 2002, 13:27
Lokalizacja: Bełchatów

Dane nam było, słońca zaćmienie...

Postautor: Magister » 20 cze 2003, 23:02

Miło, że próbujecie rozkładać na czynniki pierwsze tekst "Jolki" bo, tak jak pisałem już przy opisie w dyskografii płyty "1974-1984", mam do tej piosenki ogromny szacunek. Ta piosenka jest czymś wielkim zarówno w wykonaniu Andrzejczaka jak i Cugowskiego. Duża zasługa w tym wspaniałej muzyki i słów właśnie. Mnie jest niezwykle ciężko zastanawiać sie nad tym co znaczą poszczególne fragmenty słów tego utworu. Wspominałem już chyba w dyskografii, że kiedyś w "Gazecie Wyborczej" jeden czytelnik napisał jakoby słowa Dutkiewicza oparte są na faktach. Nie wiem czy jest to prawda, ale zaczynając od "Jolka, Jolka pamiętasz..." a kończąc na "ale nic jest już proste w te dni" wszystko w tej piosence wydaje się tak autentyczne i obrazowe, jakby rzeczywiście miało miejsce latem 1982 roku, a jeśli tak, to nie ma co się zastanawiać nad interpretacją słów: "dane nam było słońca zaćmienie", bowiem toż to samo życie i pewne fakty z czasów spędzanych nad Morzem Bałtyckim w roku 1982, kiedy to można było obserwować częściowe zaćmienie słońca.
Nawet jeśli to tylko wytwór czyjejś chorej wyobraźni, to i tak taka historia nadaje tej piosence jeszcze większego smaczku...
Awatar użytkownika
Magister
Moderator
Moderator
 
Posty: 676
Rejestracja: 11 lis 2002, 13:10
Lokalizacja: Piekary Śląskie

Postautor: Kermit » 31 lip 2003, 19:54

Moja interpretacja tego utworu jest nieco inna. Cały utwór jest jakby listem osoby mówiącej w utworze do tytułowej Jolki, napisanym po latach. Niewykluczone, że nigdy ten list nie miał być wysłany. Możliwe, że jest to list, by przypomnieć komuś to, co kiedyś ich łączyło.

Poszczególne wersy można tłumaczyć następująco:


Jolka, Jolka, pamiętasz lato ze snu,
gdy pisałaś: „tak mi źle,
urwij się choćby zaraz, coś ze mną zrób,
nie zostawiaj tu samej, no nie”?


Wspomnienie pewnego lata z dawnych czasów, wspomnienie listu, w którym Jolka prosi o to, by podmiot mówiący odwiedził ją bądź powrócił do niej.


Żebrząc wciąż o benzynę gnałem przez noc,
silnik rzęził ostatkiem sił,
aby być znowu w tobie, śmiać się i kląć,
wszystko było tak proste w te dni.


Podmiot, pomimo ciężkiej sytuacji gospodarczej w kraju, gdzie trudno było o cokolwiek, postanawia spełnić prośbę jak najszybciej. Jadąc tak szybko jak się da udaje się do Jolki, by znów z nią kochać się, cieszyć i smucić. Z perspektywy czasu podmiot widzi, że wtedy nietrudno było im się porozumieć.


Dziecko spało za ścianą czujne jak ptak,
niechaj Bóg wyprostuje mu sny.


Za ścianą pokoju, w którym się spotkali spało dziecko, dlatego musieli się zachowywać cicho.

Powiedziałaś, że nigdy, że nigdy aż tak,
słodkie były jak krew twoje łzy.


Gdy Jolka ujrzała podmiot, płakała z radości i/lub szczęścia.


Plażą szły zakonnice, a słońce w dół
wciąż spadało nie mogąc spaść.


Mieszkanie, w którym żyła Jolka znajdowało się nad morzem. Słońce wskazuje na lato.

Mąż tam w świecie za funtem odkładał funt
na Toyotę przepiękną aż strach.


Jolka mieszkała sama, gdyż jej mąż pracował, by obojgu się lepiej żyło.


Mąż twój wielbił porządek i pełne szkło,
narzeczoną miał kiedyś jak sen.
Z autobusem Arabów zdradziła go,
nigdy nie był już sobą, o nie.


Mąż Jolki zawsze chciał żyć w luksusach (pełne szkło tłumaczyć należy jako np. szczere złoto, nic pozłacanego). Miał kiedyś idealną, jak mu się wydawało, narzeczoną, która go jednak zostawiła, co go całkowicie zmieniło.


W wielkiej żyliśmy wannie i rzadko tak
wypełzaliśmy na suchy ląd.


Jolka i podmiot stale żyli alkoholem, rzadko trzeźwieli.

Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas,
meta była o dwa kroki stąd.


Stale byli pijani, niewiele brakowało im do tego, by zejść z tego świata.


Nie wiem ciągle dlaczego zaczęło się tak,
czemu zgasło, też nie wie nikt.


Podmiot nieraz się zastanawia, dlaczego to wszystko się zaczęło, dlaczego się tak szybko skończyło.

Są wciąż różne koło mnie, nie budzę się sam,
Ale nic nie jest proste w te dni.


Pomimo tego, że spotyka się teraz z innymi kobietami, nie jest już tak łatwo, jak było kiedyś.


Emigrowałem
z objęć twych nad ranem,
dzień mnie wyganiał,
nocą znów wracałem.


Podmiot musiał nad ranem wracać (może do pracy), a może było tak, że w nocy pracował mąż Jolki i podmiot mógł się z nią widzieć tylko wtedy, gdy go nie było.

Dane nam było
słońca zaćmienie,
następne będzie
może za sto lat.


Słońca zaćmienie można tłumaczyć jako szansę życiową, której nie wykorzystali. Innym tłumaczeniem może być to, że tak samo rzadko, jak zaćmienie słońca, spotkać się mogą dwie tak pasujące do siebie osoby.

Należy w całym utworze zwrócić uwagę na fakt, iż osoba mówiąca w utworze nigdy nie była mężem tytułowej Jolki.

Moja interpretacja jest delikatnie subiektywna, lecz wydaje mi się, że jest prawdopodobna. Może dzięki temu komuś ułatwię zrozumienie tekstu. Czekam na kontr-interpretacje.

Szczególne pozdrowienia dla Suflerki - to ona natchnęła mnie do zinterpretowania tego utworu.
Kermit
--------
Self Knowledge Brings Happiness
Kermit
Dopiero zaczyna
Dopiero zaczyna
 
Posty: 15
Rejestracja: 28 cze 2003, 18:32
Lokalizacja: Zabrze

Dwie uwagi na szybko.

Postautor: Magister » 01 sie 2003, 09:40

Kermit napisałeś swoją interpretacje tekstu "Jolki..." i wszystko fajnie, tyle że w dwóch fragmentach widzę to zdecydowanie inaczej.
Piszesz:
1. "Mąż twój wielbił porządek i pełne szkło,
narzeczoną miał kiedyś jak sen.
Mąż Jolki zawsze chciał żyć w luksusach (pełne szkło tłumaczyć należy jako np. szczere złoto, nic pozłacanego)."

Ja te pełne szkło tłumaczę tym, że mąż Jolki często zaglądał do kieliszka i alkohol nie był mu obcy.

2. "Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas,
meta była o dwa kroki stąd.

Stale byli pijani, niewiele brakowało im do tego, by zejść z tego świata."

Tutaj też bym to zinterpretował znacznie prościej. Myślę, że ta meta to nie koniec życia, ale po prostu melina, która w tamtych czasach była jedynym miejscem gdzie można było jeszcze o każdej porze kupić "czarodziejke gorzałke".
Awatar użytkownika
Magister
Moderator
Moderator
 
Posty: 676
Rejestracja: 11 lis 2002, 13:10
Lokalizacja: Piekary Śląskie

Jolka

Postautor: michał zieńkowski » 25 wrz 2004, 22:31

nie umie omawiac tak zbytnio piosenek,ale autorowi tekstu chodzilo chyba o jego dawnych uczuciach do wymarzonej dziewczyny,jest to utwor z zycia sciagniety jak wszystkie z reszta budki,a muzyka,szczegolnie solowka na koncu wyciska nie jednemu lzy
Awatar użytkownika
michał zieńkowski
Renegat - konto czasowo zawieszone
 
Posty: 142
Rejestracja: 19 kwie 2004, 08:48
Lokalizacja: Lubin

Postautor: Nicolass » 26 wrz 2004, 12:22

Ale właściwie czy takie "operacje wysokiego ryzyka" na tak pięknych utworach mają sens? Bo podczas takiej dyskusji może wyjść coś nieprzyjemnego, jakiś źle zinterpretowany rym może zostać poddany krytyce a nawet (co było by straszne) cała piosenka może przestać się podobać... a po co? Przecież to jest takie piękne jak się tego słucha podczas ulewy w jesienny, ponury dzień... i nie myśli się o słowach piosenki tylko chłonie... :-)
Pozdro, Nicolass
Nicolass
Czasem tu pisuje
Czasem tu pisuje
 
Posty: 43
Rejestracja: 20 maja 2004, 19:13
Lokalizacja: Szczecin

Postautor: Tami » 20 lis 2006, 14:45

Moi Drodzy,bez obrazy;nie piszę tego złośliwie-zapewniam !
Wiekszosc interpretacji jest rozbrajająca !
Już dawno tak sie szczerze nie usmiałam :D :D :D no a już całkowicie powaliło mnie stwierdzenie Kermita że "meta"oznacza zejscie z tego swiata :shock: :lol:
Po cóż takie rozbieranie utworu na czesci pierwsze?
Tami
Często się wypowiada
Często się wypowiada
 
Posty: 103
Rejestracja: 26 paź 2006, 14:04

Postautor: BarTh » 20 lis 2006, 16:07

Hmm, może po to, żeby wiedzieć o czym ten co za mikrofonem stoi śpiewa? Taka jest moja hipoteza....



POzdrawiam!!
Obrazek Obrazek
Obrazek
Awatar użytkownika
BarTh
Zasłużony dla forum
Zasłużony dla forum
 
Posty: 528
Rejestracja: 16 mar 2003, 17:30
Lokalizacja: Jaworzno

Postautor: Tami » 20 lis 2006, 17:14

Rzecz jasna że chcemy i powinnismy wiedziec o czym Ktos spiewa a co ważniejsze jakie przesłanie niesie dany utwór...tyle że takie rozpatrywanie każdej linijki,każdego słowa może zaprowadzić na manowce co widac w powyższych postach.Jakże często sie zdarza że autor tekstu przytacza tylko sobie znane fakty,stosuje tylko sobie znane nazewnictwo itd.
Ważne by uchwycic ogólny sens utworu.
Mam nadzieje ze nie uraziłam nikogo,nie było to moim zamiarem.
Tami
Często się wypowiada
Często się wypowiada
 
Posty: 103
Rejestracja: 26 paź 2006, 14:04

Re: Dane nam było, słońca zaćmienie...

Postautor: ladarek » 13 lut 2007, 22:42

Magister pisze:.................................

Panie "Magistrze!" - mimo że pan Adam Sikorski jest dla mnie absolutną wyrocznią, przyznaję, że tekst Jolki (napisałeś to gdzieś bardzo pięknie w jakimś wątku - ale kurcze nie mogę znaleźć...) ma coś w sobie. To okres mojej młodości: Technikum na wycieczce w górach w Zwardoniu. Wycieczce niby szkolnej ale całkowicie prywatnej (wręcz nielegalnej - nikt już niestety tego dzisiaj nie zrozumie) Sprawdzanie legitymacji przez WOP (no bo teren przygraniczny i stan wojenny do tego) A potem słuchanie w sobotę kultowej listy przebojów programu trzeciego w schronisku z marnego jakościowo tranzystora. Ogromna radość i to nielegalne i jednak durne rozpalenie ogniska na podłodze z płytek PCV w samym środku schroniska. I ta "Jolka".... Absolutna dominacja polskich utworów i rywalizacja między Maanamem i Budką.
ladarek
Dopiero zaczyna
Dopiero zaczyna
 
Posty: 12
Rejestracja: 13 sty 2007, 21:38

Znów Jolka

Postautor: Magister » 14 lut 2007, 22:02

Do tematu "Jolki" i genialności tekstu jak i nastrojowej, pięknej muzyki wracam na forum dość często, więc i mnie trudno odszukać to co na jej temat tu pisałem. Jedno jest pewne, ta piosenka słuchana nawet tysięczny raz (a i tak podejrzewam, że mój licznik słuchalności już dawno okrążył świat) wywołuje emocje i pozytywne dreszcze. Jest jak film kultowy, który nawet oglądany wielokrotnie nigdy się nie nudzi. Zresztą takich piosenek Budka ma wiele a może nawet wszystkie (a przynajmniej 95 % :) )
Awatar użytkownika
Magister
Moderator
Moderator
 
Posty: 676
Rejestracja: 11 lis 2002, 13:10
Lokalizacja: Piekary Śląskie

Postautor: Paweł_Solaris » 16 lut 2007, 19:29

Widzę, że koledzy ładnie rozłożyli "Jolkę" na czynniki pierwsze. Ja osobiście wolałbym zapytać Marka Dutkiewicza, co miał na myśli pisząc kolejne linijki tej wspaniałej piosenki. Każdy może napisać własną interpretację. To miłe, że koledzy się podzielili przemyśleniami, choć jak napisała Tami, momentami zabawne są te interpretacje. Ja przyznam się, że wolę tłumaczyć, co nawet widać w innym temacie, niż pisać własne interpretacje piosenek.

Na temat "Jolki" mogę pisać w samych superlatywach, jest to niewątpliwie arcydzieło i dobrze się stało (odsyłam do wywiadu z cz. 18 leksykonu z Markiem Dutkiewiczem), że autor tekstu postawił na swoim i trochę zmienił koncepcję Romualda Lipki, która zakładała, że ten utwór będzie krótszy i żywszy.
Wódka jasno płonie w nas i bliżej znowu do gwiazd.
Awatar użytkownika
Paweł_Solaris
Czasem tu pisuje
Czasem tu pisuje
 
Posty: 78
Rejestracja: 12 maja 2006, 22:51
Lokalizacja: Bochnia

Postautor: rolusia » 19 mar 2007, 12:29

Myśli wychodzą z cienia
Coś w człowieku się zmienia
I powracam z wyprawy na słoneczny ląd
Awatar użytkownika
rolusia
Czasem tu pisuje
Czasem tu pisuje
 
Posty: 71
Rejestracja: 01 mar 2007, 08:56
Lokalizacja: krakow/tarnow

jola po sekcji

Postautor: ludwik » 30 kwie 2007, 09:19

oto moja wersja:
główni bohaterowie:
niewiasta imieniem Jola
przyjaciel o kryptonimie Koleś
miejsce: Karwia
czas: lipiec v sierpień 1982

Jolka, Jolka, pamiętasz lato ze snu, gdy pisałaś: „tak mi źle,
urwij się choćby zaraz, coś ze mną zrób, nie zostawiaj tu samej, no nie”?

Lato 1982. Karwia. Cannes badylarzy, kurnikarzy i jubilerów jeżdżących taunusami i mirafiori. Jola jest jeszcze młoda, ładna ma pieniądze i dziecko. Niegdyś była zabawowa, teraz przy mężu - stara się udawać ustatkowaną. Pieniądze zarabia małżonek, z tego powodu nieobecny. Stan wojenny, zero telefonów. Jolka nudzi się. Przypomina jej się Koleś sprzed męża. Pisze do niego, żeby wpadł po starej znajomości, to się zabawią, bo jej samej tu ciepło, ale nudno. Koles musi jednak pamiętać o tym, że dziecko jest na tyle kumate, że może dać tatusiowi cynę i w związku z tym, jak zdecyduje się przyjechać to musi zachować konspirę.

Żebrząc wciąż o benzynę gnałem przez noc, silnik rzęził ostatkiem sił,
aby być znowu w tobie, śmiać się i kląć, wszystko było tak proste w te dni.

Tutaj mamy znowu realia stanu wjennego. Koleś ma kawał drogi, ale hormony buzują. Benzyna na kartki, nie ma skąd wziąć, trzeba żebrać. Przy założeniu, że jechał polonezem - z pewnością było tak, że silnik rzęził. Koleś sam za dnia pracował, więc to kolejny (oprócz konspiry) powód, aby przyjezdżać tylko w nocy.

Dziecko spało za ścianą czujne jak ptak, niechaj Bóg wyprostuje mu sny.

O dziecku było wcześniej, ale druga linijka swiadczy, że Jola z Kolesiem wyprawiali niezłe harce, przy czym pamiętajmy, że musieli być cicho.

Powiedziałaś, że nigdy, że nigdy aż tak, słodkie były jak krew twoje łzy.

Koleś tak postępował z Jolą, że była szczęśliwa jak od dawna nie była. Musiał chłop otworzyć w niej jakąś dawno nie otwieraną stronnicę duszy. Co on jej zrobił?

Plażą szły zakonnice, a słońce w dół wciąż spadało nie mogąc spaść.

Zakonnice latem nad Bałtykiem, w habitach (podobnie jak na Giewoncie) to widok częsty. Do tego długi zachód słońca. Normalka.

Mąż tam w świecie za funtem odkładał funt na Toyotę przepiękną aż strach.

Mam jakieś irracjonalne przekonanie, że , że małżonek naszej Joli zarabiał nie funty lecz dolary i to pewnie w gdzieś Libii (choć nie byłbym tu na 100% przekonany). Funty jednakże lepiej się Dutkiewiczowi rymowały. Pamięta ktoś, jak to wielu Polaków na początku lat 80-tych kupowało po powrocie z USA w pewexie toyoty corolle albo (ci ubożsi) Daihatsu Charade diesel w kolorze metallic za 5 - 7 tysięcy $? Jemu też marzył się taki awans społeczny, srebrna corolla i dlatego robił nadgodziny.

Mąż twój wielbił porządek i pełne szkło, narzeczoną miał kiedyś jak sen.
Z autobusem Arabów zdradziła go, nigdy nie był już sobą, o nie.

Małżonek był chłop konkretny, acz zasadniczy i bez zbytniego polotu. Raz miał pannę-nimfę, która go oplotła, potem wykręciła numer z którego nie wyszedł. Z tego powodu nie ma między nim a Jolą specjalnej więzi psychicznej - jest tylko więź polegająca na układzie "ty jesteś ładna, bądź grzeczna, a ja ci dam kasę". Dutkiewicz sam przyznaje, że z tym autobusem arabów to pojechał. Małżonek miał natomiast wadę. Lubił w chwilach słabości dać w palnik, zwłaszcza jak mu się dawna panna przypomniała. Wg mnie resetował się rudą wódą "na myszach".

W wielkiej żyliśmy wannie i rzadko tak wypełzaliśmy na suchy ląd.
Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas, meta była o dwa kroki stąd.

Co tu komentować: urzędowali w wannie i pili wódę. A że czasy były ciężkie - trzeba było skoczyć od czasu do czasu na pobliska metę - jedną z wielu w kurorcie.

Nie wiem ciągle dlaczego zaczęło się tak, czemu zgasło, też nie wie nikt.
Są wciąż różne koło mnie, nie budzę się sam, Ale nic nie jest proste w te dni.

No tak to się mają takie emocjonalne, szybkie związki, podszyte nutą konspiry i wspomnień. Na dłuższa metę nie zdałyby egzeminu i Jola i Koleś mieli od początku świadomość, że to tylko taka tam wakacyjna przygoda. Jola jednak została na stałe w sercu Kolesia. Póki co nie stworzył mocno emocjonalnego związku z inną panną, a te co od czasu do czasu spotyka - traktuje raczej przedmiotowo. Byc może nawet w kulminacyjnym momencie krzyczy "Jolka!!!". Tego się jednak pewnie już nie dowiemy...

Emigrowałem z objęć twych nad ranem,
dzień mnie wyganiał, nocą znów wracałem.

Koleś smigał w te i wewte nocą, bo bał dekonspiry. Te nocne wizyty dodatkowo ich nakręcały. Miał oczy na zapałki, ale dziś wspomina to jako przygodę zycia.

Dane nam było słońca zaćmienie, następne będzie może za sto lat.

Jak wół Karwia 1982.
ludwik
Nowy
Nowy
 
Posty: 3
Rejestracja: 18 kwie 2007, 21:02
Lokalizacja: lębork

Postautor: tino2003 » 31 paź 2009, 18:42

Na początku lat 90-tych będąc na obczyźnie wraz z kumplami piliśmy whisky i słuchaliśmy tego utworu, pewnego razu gdy wchodził tekst "meta była o dwa kroki stąd" jeden z kumpli wstał od stołu i stawiając dwa potężne kroki znalazł się w sąsiednim pokoju przy szafie w której mieliśmy "zapasy gorzałki" i to była nasza meta, cała reszta też się zgadzała.
Do dnia dzisiejszego ten utwór wywołuje u mnie wspomnienie tamtych lat spędzonych w małym mieszkanku na parterze przy Rue Edmont Bonte.
tino2003
Nowy
Nowy
 
Posty: 4
Rejestracja: 31 paź 2009, 18:18


Wróć do Teksty

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości